Czy da się wszystkie strony robić na jednym motywie WordPressa?

WordPressowe Grubasy-wypasy

Oczywiście, że się da! Tak powiedzieliby ci, którzy z powodzeniem stosują tę strategię. A znam takich wielu.

O co chodzi?

Jest sobie taki Pan Darek. Albo niech i będzie Pani Agata, bo przecież mamy teraz równouprawnienie.

No i Pan Darek, to znaczy Pani Agata, inwestuje kupę kasy (55 dolarów, czyli przy obecnym kursie zielonego jakieś 190zł) i decyduje się na zakup motywu-wszystko-w-jednym.

Motyw ma tysiąc opcji, których ogarnięcie wymaga poświęcenia kilku dni (a jak się trafi taki naprawdę wypasiony, to może i paru tygodni), ale i tak wciąż gra wydaje się być warta świeczki.

Bo Pan Darek kombinuje tak:

Rozpykam sobie ten motyw, ogarnę w nim wszystko, a potem będę trzepał stronki jedna za drugą w kilka godzin.

P.S. Jeśli trzepanie budzi w tobie niefajne skojarzenia, to “trzepał” można z powodzeniem zastąpić „trzaskał”, “pykał” albo jeszcze lepiej: “wyklikiwał” (co by nie obazić palaczy fajek).

I teraz pytanie

Gdzie tu pojawia się gwiazdka i dopisek drobnym drukiem o czających się zasadzkach?

Załóżmy, że Pan Darek ma ambitnego kolegę, który nie pochwala takiego (to znaczy przywiązywanie się do jednego motywu-wypasa) podejścia. Nazwijmy go Paweł Ambitny.

No więc Paweł Ambitny tak oto komentuje genialny pomysł kolegi:
“No a co, jak przyjdzie klient i powie, że chce menu po lewej, a Twój motyw nie ma takiej opcji?”
„To sobie to ogarnę CSS-em” – opowiada Darek.

Paweł Ambitny: „A to szacun. Jak znasz CSSa, to git. Nie ma o czym rozmawiać”.

Ale po chwili namysłu Paweł Ambitny nie daje za wygraną:
“No a co, jak przyjdzie klient i powie, że chce, aby strona głowna to był taki slider na cały ekran?”

Pan Darek ze stoickim spokojem: „Zero problemu, mój motyw jest kompatybilny z Revolution Slider.”

I Pan Darek nawet się cieszy, że padło takie pytanie. W Revolution Slider wprawdzie inwestować nie musiał, bo tenże był załączony w pakiecie, jak kupował swój motyw-wypas, ale zainwestował przecież kolejne 5 dni w rozkminienie tej machiny. Bo ta okazała się mieć wcale nie mniej opcji niż motyw-wypas.

No i teraz Pan Darek jest zadowolony, że ma kolejnego asa w rękawie.

Paweł Ambitny nie poddaje się: „No ale to ci nie przymuli strony? Takie generatory to chyba mnóstwo śmiecia produkują przy okazji…?”

Pan Darek: „Stary, na jakim ty świecie żyjesz! Przy dzisiejszych łączach nawet slidery za… iwaniają!”

Paweł Ambitny: „No a co z SEO? Kontent ze sliderów chyba słabo się pozycjonuje?”

Pan Darek: „I ty w to wierzysz? Jakby Googiel down’ował strony za slidery, to połowy internetu nie byłoby w Google’u.”

Paweł Ambitny chciał zagadać jeszcze o cross kompatybilność takich rozwiązań, ale ostatecznie sobie odpuścił i nieco markotny wrócił do rozgrzebanego kodu jQuery, który z taką pasją debugował jeszcze pół godziny temu. Z ciężkim sercem pozamykał zakładki z otwartym kodeksem WordPressa.

I popadł w coś w rodzaju czarnej melancholii, zastanawiajac się, czy to oby nie Darek ma rację.

Może linki do fikcyjnych książek, które … w ramach żartów wysyłają sobie programiści naprawdę mają rację bytu? Zastanawiał się…

Copying and pasting from Stack Overflow
Źródło: https://imgur.com/gallery/vqUQ5

Podobne dialogi jak ten Pawła z Darkiem ostatnio słyszy się w branży WordProssowej coraz częściej. Tego typu dyskusji przybyło odkąd świat robienia stron na WordPressie został zdominowany przez Page Buildery i kilka motywów-wypasów, które wygryzły z rynku wszystkich pomniejszych graczy.

I w tym miejscu można by zakończyć tę historię i popaść w smutną zadumę wraz z naszym Pawłem Ambitnym. Ale zanim to zrobimy zastanówmy się…

Jakiego ważnego pytania nie zadał Paweł Ambitny?

To pytanie do Ciebie, Drogi Czytelniku. Albo inaczej:

Jakiej największej wady w podejściu Darka nie dostrzegł Paweł?

Dług technologiczny! Może powiedzieć ktoś, kto czytał artykuł Dziudka o krótkich nogach używania page builderów i motywów-gotowców.

Też prawda, ale ja dostrzegam tu o wiele większe zagrożenie. Bo dług technologiczny dotyczy użytkownika końcowego. I nie róbmy z siebie takich Miłosiernych Samarytaninów … co to więcej myślą o przyszłości strony klienta niż o (chwilowym) interesie własnym.

Pytanie brzmi:

Co ty, jako specjalista od WordPress, webmaster, web developer (czy jak tam siebie lubisz nazywać) tracisz stawiając na wyspecjalizowanie się w jednym motywie?

Nie oszukujmy się. W dzisiejszych czasach konkurencji, gdzie wszyscy chcą mieć wszystko szybko i tanio, używanie zawsze tego samego, jednego motywu do stawiania stonek ma wiele zalet.

Jeśli masz zmysł grafika (lub samego grafika pod ręką), możesz zrobić naprawdę fantastyczne i zupełnie różne stronki-wizytówki w oparciu o jeden motyw. W ekspresowym tempie!

Więcej na ten temat mówię w filmiku:

Ba, zwolennicy metody robienia stron na motywie-wszystko-w-jednym (w nagraniu nazywam ich Grubasy-wypasy) powiedzą Ci nawet, że nie ma dowodów, aby nadmarowy kod generowany przez to podejście miał jakiekolwiek znaczenie dla Google’a.

I że klient i tak ocenia stronę oczami.

No więc jakie ważne pytanie powinien zadać nasz Paweł Ambitny cwanemu Darkowi?

Ja bym zadała takie pytanie: a nie boisz się, że przywiązując się do jednego motywu zwyczajnie przestaniesz się rozwijać?

Specjalizując się w jednej dziedzinie, możemy łatwo popaść w pułapkę pozostania analfabetami w innych.

Bycie ekspertem w kilku dziedzinach na raz uda się tylko nielicznym. I nie o to tu chodzi.

Mnie chodzi o prostą gimastykę dla umysłu. Jak choćby taka, którą daje nam użycie raz na jakiś czas innego motywu, zrobienie stronki bez page buildera, czy dodanie slidera oferowanego przez prosty skrypt jQuery, który zintegrujemy z WordPressem sami, za pomocą kilku linijek kodu.

I po to, żebyś cyklicznie karmił swój mózg sygnałami: “Nie boję się wyzwań. Nie są mi straszne nowe sytuacje.” nie poprzez powtarzanie afirmacji, lecz fizyczne angażowanie się w nowe wyzwania.

Przywiązując się tylko do jednego rozwiązania, (nawet jeśli jest na tyle potężne, że można by się z niego doktoryzować) ograniczamy swój własny potencjał: bycia kreatywnym i przygotowanym na nowe.

Najlepsza prezentacja WordPressowa ostatnich tygodni

Prezentacja o przyszłości WordPressa w wydaniu Mortena Rand-Hendriksena okazała się najlepszą prezentacją minionego WordCamp US.

Gdy poszukamy jej na kanale wordpress.tv, znajdziemy przy niej takie oto pytanie:

“What do I need to learn to become a WordPress developer?” Czego muszę się nauczyć, żeby zostać developerem WordPressowym?

I Morten dodaje, że to pytanie bardzo często pojawia się na forach, w social media i innych tego typu miejscach.

A potem mówi, że właściwe pytanie, jakie powinniśmy sobie zadać zamiast tego powinno brzmieć:

“How do I prepare for a future that looks nothing like the status quo?” Czyli jak mamy się przygotować na przyszłość, która jest niepewna i ciągle się zmienia.

I dalej wyjaśnia, że technologia zmienia się w tak niesamowitym tempie, że umiejętności, o których myślimy, że są dziś ważne, mogą się okazać nieistotne za rok. I jego prezentacja ma być wstępem do dyskusji o nowych technologiach pojawiających się na horyzoncie. Oraz o tym, jak świat stron internetowych może się zmienić i jak my wszyscy możemy się przygotować na przyszłość, w której będzie miejsce na WordPressa lub może i nie

A co to ma wspólnego z używaniem rozwiązań wszystko-w-jednym?

Drogi fanie z YouTube’a. Jeśli wpadłeś na ten blog w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, jakie postawiłam w filmiku „Tworzenie stron na WordPressie – jaki typ reprezentujesz?” i chcesz koniecznie wiedzieć, co złego jest w metodzie robienia stron na motywach-wypasach, to proszę, oto moja odpowiedź:

Każde rozwiązanie, które zwalnia cię od myślenia, zatrzymuje cię w rozwoju.

Robiąc coraz to kolejne stronki metodą wyklikiwania czy podmiany kontentu w motywie-gotowcu, wpędzasz się w pewnego rodzaju uzależnienie, które błogie jest tylko w swojej początkowej fazie.

Pewnego dnia możesz obudzić się z myślą, że siedzisz w czarnej dziurze. I że inni poszli do przodu i ciężko ich już dogonić. Dlatego już dziś zadbaj o to, żeby każdego dnia nauczyć się czegoś nowego. I niech to nie będzie „rozpykanie kolejnego nowego feature’a w twoim ulubionym motywie-wypasie” czy page builderze.

15 thoughts on “Czy da się wszystkie strony robić na jednym motywie WordPressa?”

  1. Z perspektywy ludka od zadań i sytuacji trudnych dorzucę, że na miejscu mistrzów kombajnów do wszystkiego zadbałbym przede wszystkim o to, żeby klient rozumiał skutki użycia właśnie takiego rozwiązania, bo to uchroni wszystkie strony od niemiłych rozmów później…

    Niestety w ciągu ostatnich 2-3 lat coraz częściej trafiam na klientów, którzy na kombajnach sklejane z wtyczek różnistych mają strony, które po prostu na tym tracą grubą kasę – ot choćby sklep, który co kilka tygodni zalicza awarię, infekcję, itp., albo strona, która po „odświeżeniu” spada znacznie wynikach wyszukiwania i już poprzednich pozycji i ruchu nie odzyskuje…

    I jasne – klient wybrał tańszą opcję, „deweloper” zrobił kolejne wdrożenie swojego ulubionego kombajnu i wszyscy są szczęśliwi… Tylko czy aby na pewno? Kończy się to niestety często tak, że klient wywala grube pieniądze na utrzymanie tej strony, która co chwilę się rozpada, wykonawca bierze kasę za utrzymanie tego potworka, ale prędzej czy później zaczyna go to przerastać (bo kto by tam chciał debugować kod takiego kombajnu) i kończy się sporym kwasem, albo przysłowiowym już zapadnięciem się wykonawcy pod ziemię… Coraz trudniej jest też już powoli takich klientów przekonać, że to nie wina WordPressa, tylko sposobu jego użycia… I tu pytanie do rozważenia: komu bardziej powinno zależeć na świetnej opinii WP? Developerom PHP, którzy w każdej chwili mogą przeskoczyć na autorskie aplikacje, czy wdrażającym kombajny…? 😉

    1. „zadbałbym przede wszystkim o to, żeby klient rozumiał skutki użycia właśnie takiego rozwiązania,” tak, brzmi rozsądnie. Mój dentysta zawsze mi wyszczególnia kilka opcji, mówi o plusach i minusach każdej i mi zostawia wybór. Gdy decyduję się na tę „ekonomiczną”, to wiem, że przyjdzie mi się spotkać ponownie szybciej. Sęk w tym, że pewnie nie każdy „deweloper” potrafi się zdobyć na taką odwagę, szczególnie, gdy użycie „kombajna” jest jedynym rozwiązaniem, jakie dana osoba ma w ofercie…

      „Coraz trudniej jest też już powoli takich klientów przekonać, że to nie wina WordPressa,” tutaj granica jest cienka. Często się zastanawiam, gdzie kończy się WordPress, a zaczyna… no właśnie co? Myślę, że samym twórcom WordPressa, sam WP wymknął się w pewnym momencie spod kontroli, kiedy w bardzo szybkim czasie powstały page buildery, a teraz próbuje się ratować sytuację wprowadzając Gutenberga, który ma przywrócić porządek i standaryzację. Idea jest piękna, tylko czy oby nie jest już na to za późno. Ciągle mi ciężko sobie wyobrazić, co to będzie się działa, jak już Gutenberg stanie się częścią core’a. Biednym klientom końcowym znów się oberwie… Mam na myśli tych, co to już mają stronki na WP. A Tobie Krzysiek pewnie przybędzie tych „zleceń w zadaniach i sytuacjach trudnych”. P.S. Dzięki za wylewną opinię.

  2. Świetna historia! To prawda, że klikanie jednego motywu to nie jest rozwój. Ale z drugiej strony musi być na to miejsce na rynku.

    To tak jak z samochodami – jakich sprzedaje się najwięcej? Tanich. Bo są tanie i działają prawie tak samo jak te z górnej półki. Tak samo ze stronami – można robić stronę za 500 zł co roku, albo za 5k zł raz, a dobrze. Co kto potrzebuje i zna konsekwencje 😉

    Do tego na koniec cenna rada – najbardziej wymagający klient to ten, który płaci najmniej.

    1. Hej Kuba. „Co kto potrzebuje i zna konsekwencje” – widzę, że podobnie jak wcześniej Krzysiek, też zahaczasz o świadomość konsekwencji. I słusznie, tyle, że z autami jest prosta sprawa. Nawet dziecko wie, że starym gratem to się za długo nie pojeździ i inne dzieci ze szkoły mogą cię wytykać palcami. A w WP – myślę, że jest znacznie trudniej, bo zobacz Kuba: klienci końcowi zwykle nie kumają na czym polegają te subtelności „pod spodem”, często boją się, że ktoś ich może zwyczajnie próbuje naciągnąć na stronę wartą kilka tysięcy podczas, gdy wokół jest pełno tańszych ofert, które „błyszczą”.

      „najbardziej wymagający klient to ten, który płaci najmniej.” he, he – coś w tym jest, dlatego od takich trzeba uciekać gdzie pieprz rośnie :-). Dzięki za komentarz.

    2. Kuba, wszystko OK, tylko obaj doskonale wiemy, że strona na gotowcu wcale nie jest jednoznaczna ze stroną tanią 😉

      Aga, nieświadomy klient nie jest problemem – wystarczy mu w jego języku wytłumaczyć różnice między alternatywami. Problem rzeczywiście pojawia się, jeśli dany wykonawca nie jest w stanie zapoponować żadnych alternatyw i z premedytacją zataja wady oferowanego przez siebie rozwiązania (ale czy wtedy aby na pewno jest profesjonalistą?)

      Nie rozumiem trochę, skąd przekonanie ludzi od stron internetowych, że ta branża jest wyjątkowa i klienci nie są w stanie jej pojąć… Bo co, każdy z nas umie naprawić pralkę, dobrać odpowiedni podkład pod konkretny typ podłogi, czy też samemu zdiagnozować swoją chorobę i nakazać lekarzowi rozpoczęcia odpowiedniej kuracji? Przecież na co dzień każdy z nas korzysta z usług profesjonalistów – właśnie dlatego, że nie chcemy się uczyć wszystkiego i wolimy część zadań zlecić osobom, które się na tym znają – i jakoś nigdy nie odniosłem wrażenia, że taki profesjonalista traktuje mnie jak idiotę, który nie jest w stanie pojąć tego, co do mnie mówi, więc wybierze za mnie losowe rozwiązanie, nie mówiąc mi o jego skutkach… A jeśli tak było, to na tym kończyła się nasza współpraca.

      Właśnie dlatego drażnią mnie trochę wszelkie prezentacje w stylu „Ile powinieneś wziąć za stronę?”, bo nagle Jaś słucha takiej prezentacji, dowiaduje się, że agencja robi wizytówkę za 10 tys. i stiwerdza, że też będzie tyle brał za WP z autoinstalatora i zainstalowanie Avady, czy co tam teraz jest modne…

      1. „i jakoś nigdy nie odniosłem wrażenia, że taki profesjonalista traktuje mnie jak idiotę, który nie jest w stanie pojąć tego, co do mnie mówi, więc wybierze za mnie losowe rozwiązanie, nie mówiąc mi o jego skutkach…” – a co jeśli ten spec sam nie jest świadomy tych skutków? I nie widzi problemu z szerszej perspektywy? Ma dobre chęci, ale zbyt mało doświadczenia, żeby popatrzeć na problem szeroko. Wiem, wiem, co mi powiesz, to niech się za to nie bierze i nie deklaruje jako specjalista. Ale od czegoś trzeba zacząć i czasami samemu sobie postawić poprzeczkę ciut wyżej niż się jest w danym momencie przeskoczyć. Właśnie po to, żeby się rozwijać. Może i takie lekkoduchy psują rynek, ale ja pamiętam taki okres, gdzie każdy telefon od potencjalnego klienta zaczynał się od „bo już z X osobami to przerabiałem i się zawiodłem. ratunku! zapłacę! wolę mieć raz (czytaj drogo) a dobrze”.

        1. Aga, jeśli spec nie wie, co robi, to nie jest specem, tylko amatorem lub partaczem. I to nie tak, że ma się nie brać, tylko fajnie by było, gdyby choć odrobinę czuł odpowiedzialność za swoje działanie i nie sprzedawał się jako usług eksperckich, bo to po prostu wprowadzanie klienta w błąd…

          I to chyba na tym polega różnica. Nikt o zdrowym rozsądku nie otworzy warsztatu samochodowego, restauracji, czy choćby budki z hotdogami, jeśli nie wie, co robi – bo to jest ryzyko, koszty, itd. Ale czy tego ryzyka aby na pewno nie ma w przypadku stron WWW? Rozumiem tok myślania „komputer mam, ZUSu nie będę płacić, bo będę robić na czarno”, ale… a co z odpowiedzialnością wobec klienta?

          Rozumiem natomiast, że uświadomienie sobie tego, jak wiele się nie wie jest trudne. Tym trudniejsze, jeśli właśnie zapłaciło się 2 tys. za „weekendowy kurs bycia mistrzem i wyjadaczem”… Ale zastanów się, skąd Ty wiesz, czego nie wiesz? Ze studiów, na których miałaś masę „zbędnych i teoretycznych” przedmiotów, z pracy w firmie, gdzie oprócz Ciebie byli eksperci z innych dziedzin, z projektów, w których ci inni eksperci wykazywali Ci Twoje błędy… Gdzie tu rozwój, jeśli robisz cokolwiek byle jak i nie ma nikogo, kto to zweryfikuje (nie – moim zdaniem to nie jest rola klienta)?

  3. No dobrze, ale pytanie …po co się rozwijać???
    Skoro WP taki łatwy jest, że nie trzeba niczego umieć i można „wyklikać klientów” motywem z pierdyliardem wersji demo i kilkunastoma dołączonymi doń wtyczkami? Ważne, że kaska łatwo leci. A jeszcze można optymalizować koszty, na alledrogo motywy po 24 zeta chodzą, o innych źródłach nie wspominam – i chętnych na to nie brakuje.
    Najśmieszniejsze, że tacy Dariusze najczęściej potem fora i grupy okupują ze swoimi pytaniami o to, jak coś tam zrobić.

    1. Paweł, rozumiem, że pytasz ironicznie i dajesz do zrozumienia, że są ludki-cwaniaki, którym na rozwoju nie zależy i idą na łatwiznę, a w razie kłopotów szukają ratunku na forach zamiast samemu trochę powalczyć. Pewnie tak jest. Ale mi się wydaje, że sporo osób, które robią strony na WordPressie nawet na gotowcach lubi się rozwijać i chciałoby by iść w tym rozwoju dalej, ale nie zawsze widzą możliwości i w pewnym momencie trafiają na ścianę. Albo dostają coś w rodzaju blokady, gdy trzeba przeskoczyć w nieznane im obszary. Np. nieco bardziej zaawansowany CSS czy kastomizacja templatek w PHP.

      WordPress nigdy nie był prosty i był zawsze bardziej dla programistów/developerów. Za sprawą motywów-wypasów i page builderów otworzyły się nowe możliwości dla znacznie większej grupy ludzi, ale powstał pewien rodzaj dysonansu – stronkę łatwo stworzyć, ale potem bardzo trudno ją rozwijać a nawet utrzymać. Dlatego, że do utrzymania strony na WP potrzeba albo doświadczenia albo kilku porządnych wtop typu, że wszystko się rozleciało przez jakąś niekompatybilności czegoś z czymś po aktualizacji czy to samego WP, motywu czy wtyczki, a my nie mamy nawet pojęcia co to jest backup i z czym wiąże się przywracanie strony z backupu (i to rozczarowanie, że nie działa tak prosto jak CRTL-Z).

      „Dariusze” – fajnie to ująłeś 🙂

      1. Dobrze rozumiesz 😉
        No nie wiem, ja nie widzę specjalnie przeszkód w rozwijaniu się ….albo chociaż w nie zwijaniu się.
        Bardziej to postrzegam jako miks cwaniactwa i lenistwa w różnych proporcjach.
        Ginie w tym wszystkim trochę rzetelność i profesjonalizm, a zaczyna się skok na kasę i wciskanie kitu.
        Wszystko jest dla ludzi, ale z umiarem i gdy jest to w pełni świadomy wybór. Obserwacje pokazują jednak, że najczęściej jest to bardziej żerowanie na niewiedzy klienta ….i podpisuję się tutaj w pełni pod słowami Krzyśka. Może nie zawsze da się klientowi wytłumaczyć, niekiedy napotyka się wręcz na mur, ale jakieś elementarne zasady uczciwości nakazują przynajmniej spróbować wyjaśnić sytuację. A w ostateczności można delikwenta odprawić grzecznie z kwitkiem zamiast paskudzić jemu i sobie.

        A widzisz, piszesz o dysonansie, że wbrew pozorom łatwy nie jest i jest bardzo szeroki wachlarz kwestii do ogarnięcia. Jednak wylew motywów multipurpose, builderów i specjalistów-klikaczy sprawia wrażenie, że nie ma żadnych wymagań i każdy może szybko i łatwo postawić stronę. A skoro każdy może, to wielu z tego korzysta. Po co więc profesjonaliści, skoro pani Ziutka z warzywniaka sama może sobie kupić wypasiony (dosłownie) motyw na TF i autoinstalatorem postawić stronkę na hostingu numer 1 w kraju? A jak to ją przerośnie, to znajdzie się pan Dariusz, który to samo za nią zrobi kasując za to od kilkudziesięciu złotych do o zgrozo – kilku tysięcy. A potem płacz i zgrzytanie zębów.
        Na pocieszenie jednak – każda potwora znajdzie swojego amatora. A w przyrodzie nic nie ginie – fachowcy i tak pracę będą mieli, bo ktoś musi potem poprawiać/przerabiać/sprzątać.

  4. Na samym początku mi się wydawało, że Pani negatywnie odnosi się do takich motywów „wszystko-w-jednym”. I chciałem już apelować. Ale po przeczytaniu całości tylko dodam, że każdy multi-pulti motyw pozwala zadowolić do 90% potrzeb klientów. Dlatego takie rozwiązanie popularne wśród deweloperów. 🙂

    1. I chyba dobrze się wydawało. Tego typu motywy udają, że zadowalają cokolwiek, a w rzeczywistości przynoszą tyle negatywnych skutków, że trudno się potem z nich wygrzebać…

      Nie wiem, po czym Pan wnosi, że jest to rozwiązanie popularne wśród deweloperów – chętnie poznam dewelopera, który tego typu motywy chwali – chyba, że deweloper to ktoś, kto umie zainstalować motyw – wtedy jest to możliwe. Prawda jest taka, że prawidłowe wdrożenie tego typu motywu i zoptymalizowanie i zabezpieczenie go w takim stopniu, żeby nie był szkodliwy, jest zazwyczaj droższe niż przygotowanie motywu autorskiego.

      Proszę wybaczyć, ale argument o 90% zadowolonych potrzeb klientów nie wydaje mi się poważny. To samo można pewnie powiedzieć o hotdogach ze stacji benzynowych czy burgerach z Maca – a jakoś nie podejrzewam, że promowałby Pan ten typ żywności i zalecał jego stosowanie…

  5. Sam zrobiłem kilkanaście stron na jednym motywie, ale po czasie po prostu zaczęło mnie to nudzić. Teraz stosuje jeszcze lepsze rozwiązanie. Motywy piszę sobie sam, potrafię zmienić je pod własne potrzeby i mam już wiele gotowych wersji na każdą okazję.

    1. Jak miło słyszeć, że są ludzie, którzy przeszli transformację w tę stronę! Pozwól, że będę odsyłać do tego komentarza wszystkich tych, którzy nie wierzą, że to jest możliwe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez Webfaces Agnieszka Bury, ul. Rymarska 42/3, 53-206 Wrocław NIP: 9111769381, REGON: 021997379, moich danych osobowych w celu dodania komentarza na blogu webfaces.pl w zgodzie i według zasad określonych w Polityce prywatności.