Dlaczego w minutę podjęłam decyzję o przejściu na WP 5.0

Dlaczego przeszłam na WP 5.0

Sobota rano. Siadam do swojego bloga na WordPressie, żeby w końcu opublikować nowy artykuł. Wpis, który od 2 tygodni jest prawie gotowy. Siedzi sobie w Google docu i jakoś nie może się doczekać publikacji.

I co robię zamiast?

W ciągu minuty decyduję się, że zamiast nowego artykułu zrobię aktualizację do WordPressa 5.0+. I robię.

2-3 minuty i po sprawie. Ten wpis piszę już w nowym edytorze.

Dlaczego pojęłam decyzję-spontan, choć jeszcze wczoraj podchodziłam do tematu aktualizacji WP jak pies do jeża?

Główny powód szybkiego przejścia na WordPressa 5.0+ na tym blogu

Odpowiedź będzie krótka i może Cię zdziwi lub rozczaruje.

Z lenistwa.

Tak, na WordPressa 5.0 na blogu przesiadłam się z lenistwa.

Oto jaki dialog wewnętrzny toczył się w mojej głowie na kilka minut przed podjęciem tej decyzji.

Ale może po kolei.

A więc jest sobota rano. Mam opublikować artykuł, który jest praktycznie gotowy. Tyle że czeka w Google docs. (Wszystkie artykuły na blog piszę najpierw w Google doc.)

Samo pisanie, jako proces twórczy, jest przyjemne.

Ale w końcu przychodzi ten znienawidzony przeze mnie moment, kiedy muszę przenieść swoje małe dzieło z Google doc do WordPressa.

I to jest (a raczej był) mały koszmarek

Dlaczego kopiuj-wklej z Google doc do starego edytora WP to mordęga

Jeśli kiedykolwiek praktykowałeś tę metodę: – najpierw piszesz w (Google) docu, a dopiero potem robisz copy-paste do WordPressa – wiesz, co to oznacza.

A jeśli nigdy tego nie robiłeś, to już spieszę z odpowiedzią.

W telegraficznym skrócie, podczas przenoszenia treści z Google doc (czy MS Worda itp.) do klasycznego/starego edytora WordPressa masz praktycznie dwie możliwości. Możesz:

  • użyć wizualnego trybu edytora WordPressa i następnie zająć się odfiltrowywaniem śmieci (mnóstwo nikomu nie potrzebnych znaczników formatujących, które przekleiły się razem z treścią)
  • użyć trybu tekstowego i potem robić część roboty drugi raz – dodawać linki, tworzyć ręcznie listy wypunktowane itd. itp.

Żeby było ciekawiej, ja stosowałam hybrydę i przy okazji kilka addonów do przeglądarek. Nie będę wchodzić w szczegóły, bo staną Ci włosy na głowie Drogi Czytelniku. Ale to był mój „autorski” workflow, który pozwalał mi wykonać pracę najszybciej jak umiałam.

Na szczęście dziś rano, po przejściu na WP .50+ ten koszmarek się już skończył.

Przynajmniej na tym blogu, bo nie wszystkie inne witryny, na których piszę, przełączyły się już na nowy edytor.

A szkoda, bo…

Kopiowanie z Google docs do nowego edytora WordPressa to poezja

Wiedziałam o tym już od bardzo dawna, bo wielokrotnie kopiuj-wklej z Google docs przetestowałam jakiś testowych instalacjach WordPressa 5.0, a wcześniej na wtyczce Gutenberg.

Kiedy robisz kopiuj-wklej z Google docs w nowym edytorze WordPressa, wszystko jest takie jakie być powinno.

Nagłówek h2 staje się nagłówkiem h2 i… tylko tym. Lista wypunktowana staje się listą. I tylko listą.

Zero dodatkowych śmieci.

Podobnie ma się rzecz z pozostałymi elementami treści.

Pozwól mi to powiedzieć: klasyczny edytor WordPressa to gniot*

*Przed użyciem tego słowa sprawdziłam słownik synonimów pod hasłem syf, bo nie byłam pewna, który z wyrazów bliskoznacznych trafniej odda moje odczucia. „Chała” też była dobrym kandydatem, ale „gniot” jest bardziej dyplomatyczny.

A więc stary edytor WordPress to gniot.

Mówię to z całą odpowiedzialnością. Jako blogerka i użytkownika WordPressa od 10 lat.

Mówię to jako autorka artykułów na WordPressa w swojej codziennej pracy — regularnie piszę treści również na inne strony na WordPressie, w ramach mojej pracy zawodowej.

2 główne powody dlaczego stary edytor WordPress jest kiepski dla blogerów i redaktorów treści:

  • wymagał częstego przełączania się pomiędzy trybem tekstowym a HTML-owym
  • kopiowanie treści z innych edytorów wymagało jej ponownej edycji w WordPressie

Mogłabym się rozpisywać o innych wadach „klasyka”, takich jak brak wsparcia do pisania w kolumnach, brak kontroli nad hierarchią nagłówków, o „ciężkości” pisania, o tej ciągłej niepewności, co się zapisało automatycznie, a co nie itd. itp, ale nie o to mi teraz chodzi.

Każdy lubi po swojemu.

Ale wróćmy do meritum, czyli ..

Dlaczego lenistwo zmotywowało mnie do przejścia na WP 5.0 i nowy edytor

Więc jest sobota rano.

Mam zrobić przeklejkę z Google docs do klasycznego edytora WordPressa. I dociera do mnie myśl:

Jeśli zrobię kopiuj-wklej z Google docs w nowym edytorze, to praktycznie niewiele więcej będę musiała robić.

Więc po co mam się nadal użerać z klasycznym edytorem?

Czy ja mam robić na złość sama sobie?

Czy ja mam sama sobie dodawać roboty?

Oooo, nie! I podążam za linkiem: WordPress 5.0.3 jest już dostępny. Zaktualizuj teraz.

Po 3 minutach piszę już (ten wpis) bezpośrednio w nowym edytorze.

„Automatyczne zapisywanie” – delikatnie migający szary komunikat, który pojawi się dość często w prawym górnym rogu, dodaje mi pewności, że nie muszę kłopotać się ciągłym zapisywaniem swojej pracy.

Jeśli wolisz stary edytor WP, rozumiem Cię, ale…

… mam do Ciebie prośbę: spróbuj choć raz coś napisać w nowym edytorze. Jak nie masz możliwości instalacji testowej kopii WordPressa, to przejdź na ten link: https://wordpress.org/gutenberg/

  • wciśnij Crtl-A, żeby zaznaczyć wszystko, co tam jest
  • kliknij w trzy pionowe kropki
  • wybierz opcję Remove Block

I zacznij pisać.

Po prostu pozwól, żeby spod twoich palców płynęły słowa.

Nie jakieś chaotyczne „bla bla” czy testowe „lorem ipsum”, lecz normalny tekst. Jakaś historia, którą chciałbyś opowiedzieć.

Jakiś temat, który niedawno zgłębiłeś i chcesz się nim podzielić z innymi.

Nie skupiaj się na formatowaniu. No może poza korzystaniem z podstawowych nagłówków, czy co najwyżej wypunktowań.

Po prostu pisz.

I pomyśl, jak Ci z tym.

A być może tak jak ja, już nigdy nie będziesz chciał mieć nic do czynienia ze starym edytorem.

Nawet jeśli go używałeś i (wydawało Ci się, że) kochałeś przez ostatnie 10 lat. Podobnie jak ja.

17 myśli do „Dlaczego w minutę podjęłam decyzję o przejściu na WP 5.0”

  1. Bardzo fajny wpis! Może nabiorę w końcu odwagi, żeby zrobić tę aktualizację. Mi akurat Gutenberg nie przeszkadza, tylko boję się, co może zrobić ogólnie mojej stronie 🙂

    1. A, to akurat jest słuszna obawa. Bo to w zależy co masz na tej stronie i jak bardzo jest skomplikowana (ile wtyczek, czy jakiś skle itd). Ale jak jest to w miarę prosty blog, to powinno pójść gładko. Ja o tym w artykule nie pisałam, ale oczywiście wcześniej miałam kopię bezpieczeństwa i motyw przetestowany z nowym edytorem. Tylko jakoś bałam się podjąć tę decyzję. Trzymam kciuki za Ciebie Kasia.

  2. Wpis o Gutenbergu to nie może mnie zabraknąć 🙂

    Nadal ginę w guciu jak coś wymyślniejszego chcę naklikać 🙁
    Nadal wolę chałę obcykaną, niż nadklikalną nowinkę.
    Nadal swoje teksty piszę w edytorze wordpressa nie w wordzie czy innych docsach.

    Być może dlatego mnie gucio nie kręci bo moje wpisy zazwyczaj są bez formatowań, ze sporadycznymi śródtytułami (a najczęściej bez).

    W bece też posty są kopiowane z worda i praktycznie formatowania mi się nie sypią, ale po prawdzie też nie wychodzą z formatowaniem poza bolda i linki, sporadycznie jakaś lista.
    Pod natchnieniem Twojego posta muszę sprawdzić jak teraz w guciu się wstawia galerie i jak się prezentują w tym chorym motywie co ma beka bo nie ma przed nim ucieczki 🙁

    Nadal robisz dobre posty 🙂

    1. Arku, czy Ty trochę nie zaprzeczasz sam sobie? Bo jestem po Twoim komentarzu, że tak powiem z angielska, „confused”. Bo zobacz. Najpierw piszesz „Nadal ginę w guciu jak coś wymyślniejszego chcę naklikać” a potem piszesz „Być może dlatego mnie gucio nie kręci bo moje wpisy zazwyczaj są bez formatowań, ze sporadycznymi śródtytułami (a najczęściej bez).” To w końcu Twoje wpisy są proste czy wymyślne? Zajrzałam na Twój blog (ten podlinkowany do komentarza) i widzę, że Twoje wpisy pod kątem formatowania są proste. I dobrze. Jedyne wyzwanie mogło by stanowić to, że w śródtytułach (nagłówkach h2) używasz czasami br-ów (ten z radami na przykład). Ale w Guciu możesz to obejść tak, że wstawiasz tytuł jako h2 a potem przełączasz się na poziomie tylko tego jednego bloczka na edycję w HTML i dodajesz tam tego bra.

      Ja nie pisałam tekstów bezpośrednio w edytorze WP właśnie ze względu na jego ułomność i to ciągłe przełączanie się między trybami HTML i wizualnym. Zwłaszcza jak wstawiałam dużo obrazków. Drugi powód, to to co wspomniałam w artykule – miałam jakiś taki męczący odruch ciągłego zapisywania wpisu, bo nigdy nie wiedziałam, co WP już zapisał a co nie i co stracę jak mi coś nagle padnie.

      Cieszy mnie, że nadal uważasz, że robię dobre posty 🙂

      Daj znać, jak poszło z tą Beką.

      1. Dziwnie wyszło 🙂 faktycznie za mało napisałem.
        Oprócz własnych prostych „blogasków” mam taki inny obcy serwis już z guciem na pokładzie gdzie czasem muszę coś tam „odbajerzyć” i wtedy się zaczyna klikanie i kombinowanie :/

        Rozumiem obawę przed utratą tego co sie napisało ale naprawdę dużo lepsze jest to autozapisywanie w guciu niż staromodne ustawienie w wp-config opcji zmieniająca częstotliwość autosave na np. 20 sek? Nie używam jej bo nie pękam że mi tekst zniknie ale komuś tam z podobnymi obawami ustawiałem tę częstotliwość autozapisu i liczbę pamiętanych kopii.

        1. Przy odbajerzaniu to faktycznie jest jeszcze sporo kombinowania. Moim zdaniem mogli by jeszcze kilka użytecznych rzeczy dodać do tego edytora, żeby usprawnić ludziom życie. Może się doczekamy, a jak nie, to już fajne wtyczki się pojawiły, ale co core, to core.

          Arek, dzięki za hint za ustawienie częstotliwości zapisu na poziomie configa. Nie pomyślałam o tym. W sumie jak się wie, co i jak, to faktycznie bardzo to pomocne. Ale właśnie w tym sęk, że trzeba wiedzieć i jeszcze trzeba mieć dostęp do configa, żeby to zmienić. A jak pisujesz u innych na WordPressach to znów ten sam problem wychodzi, więc w sumie dalej uważam, że to autozapisywanie w guciu to fajna sprawa.

  3. Piona! Też wszedłem dzisiaj na swojego „głównego” WP i tak mnie w oczy zakuła ta jedna aktualizacja, którą odkładam. Zaktualizowałem i nic nie wybuchło, więc idę za ciosem i aktualizuje PHP do 7.3 🙂

    1. He, he, Kuba. My to jak te szewce co to bez butów chodzą. Aktualizujemy WordPressy wszędzie indziej byle nie nasze główne. To super, że nie u Ciebie też poszło. Trzymam kciuki, żeby przejście na PHP 7.3 też poszło gładko.

  4. Brakuje mi tam opcji, aby podświetlić wszystkie bloki jakimś borderem 1px gray. Przez to, że wszystko jest na biało, nie widzę, co gdzie jest zagnieżdżone. Jak zrobisz parę poziomów z tekstem, foto, wysywigiem w blokach, to potem zaczyna się koszmar moim zdaniem a ctrl+A nie jest solucją na to. Blok z wysywigiem zawsze ma border – dlaczego? Następna sprawa – te „plusiki” od dodawania raz są , raz nie ma. Idzie oszaleć z tym hover’owaniem. Nie wiem jak `typical user` ma się w tym odnaleźć.
    Ok teraz dalej – klikam na wolne pole na samym dole pod blokami, to aktywuje się ostatni blok, a przecież w niego nie klikam?

    1. Łukasz, masz rację, trochę jeszcze jest to niedopracowane i faktycznie bywa irytujące. Chyba najlepszy sposób na ogarnianie zagnieżdżeń jest korzystanie nawigacji w prawym górnym roku edytora (obok ikonki i) – próbowałeś? Polecam.

  5. Gratuluję odważnej zmiany
    Mojego WP zaktualizowałam jak tylko wyszła wersja 5.0.1 zgodnie z polityką dania programistom szansy poprawienia panic-errors narobionych w ramach publikacji na hurra bo Matt jedzie na imprezę
    Bardzo dobra decyzja

  6. A ja napiszę nieco o swoich doświadczeniach developerskich. Wybaczcie jeśli będę przynudzać, ale chcę się tym podzielić.
    Generalnie gdy zaktualizowałem swoje motywy do w. 5.0.1 na pierwszy rzut oka nic się nie posypało. W miejsce staego edytora pojawił się blok „Classic”, treści pozostały na swoim miejscu… ogólnie wszystko o.k. Dopiero po wnikliwej analizie zauważyłem że w panelu do edycj postów, zniknęły mi pola które były „rysowane” przez AngularJS-a. Oczywiście to jest normalne bo React ładuje swój VirtualDOM asynchronicznie przez co AngularJS nie „widzi swoich” dyrektyw i komponentów. Miałem więc 3 wyjścia:

    1. Spróbować to naprawić
    2. Przerobić te pola na bloki
    3. Wyłączyć Gutenberga tylko dla tych rodzajów postów które w panelu korzystają owych pól. Na szczęście nowy edytor można wyłączyć wybiórczo, tylko dla określonych postów.

    Pkt. 1 oznacza ożenek Angulara z Reactem – jest to fascynujący temat, ale wymaga dogłębnego przestudiowania tematu więc ten punkt odłożyłem.

    Pkt. 2, przerobienie na bloki jest najlepszym rozwiązaniem więc zabrałem się za pierwsze próby. Generalnie dało się to zrobić bez większych problemów, ale… diabeł tkwi w szczegółach. Otóż, gdy tworzymy blok, domyślnie wszystkie jego ustawienia są zapisywane w treści postu. Co to oznacza? Przykład: robimy sobie własny bloczek, zapisujemy, sprawdzamy – wszystko śmiga, działa zgodnie z planem. Ale po pewnym czasie postanawiamy nieco go przerobić, np. zmienić klasę kontenera, albo dodać kolejny atrybut do znacznika. Zapisujemy, spradzamy i – Kabooooom! Komunikat: „Thic block appears to have been modified externally…”. Trzeba więc usunąć stary blok i dodać go na nowo, wtedy już działa prawidłowo – tyle że cała treść poszła w kosmos. Na początku nie zwracałem na to uwagi automatycznie po każdej poprawce, kasowałem stary blok i dodawałem go na nowo. Po krótkim czasie jednak zastanowiłem się nieco nad tym i oblał mnie zimny pot. Pomyślałem tak: „Są serwisy na których mam setki wpisów, a są też przypadki że idą w tysiące. Jeżeli korzystają one z tego samego bloku to po każdej jego poprawce trzeba będzie wejść osobno do każdego postu, skopiować treść, usunąć blok, dodać go na nowo i wypełnić strą treścią”. Przecież to jest niewykonalne! Poczytałem dokumentację i tam jest instrukcja jak temu zaradzić (https://wordpress.org/gutenberg/handbook/designers-developers/developers/block-api/block-deprecation/):
    a. Napisć nowy blok pod inną nazwą. (no, chyba sobie żartują!)
    b. Przewidzieć tak zwane „deprecated properties”, w skrócie oznacza to że musimy podać obiekt mapujący nowe właściwości na stare. Próbowałem to i na szczęście to działa, ale już nie chcę myśleć jak będzie wyglądać taki obiekt mapujący po dłuższym czasie. Mapowanie może się zapętlić gdy po czasie rezygnujemy z niektórych zmian. Innymi słowy utrzymywanie takiej mapy stanie się wyzwaniem.
    c. Bloki dynamiczne. Wypróbowałem. Już chciałem odetchnąć z ulgą bo problem znika, szczególnie gdy ustawimy zapisywanie treści do meta fieldu. Okazało się jednak że tak nie da się zapisać treści w trybie „Własny html”, Gutenberg wtedy głupieje. A w moim przypadku to jest dość istotne bo moi klienci często korzystają z tego trybu.

    I co teraz? Żal wyłączać Gutenberga dla tych postów z powodu takiej niby głupoty? Ale muszę tak zrobić póki nie znajdę rozwiązania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez Webfaces Agnieszka Bury, ul. Rymarska 42/3, 53-206 Wrocław NIP: 9111769381, REGON: 021997379, moich danych osobowych w celu dodania komentarza na blogu webfaces.pl. (Sorry, takie są wymogi RODO, więcej informacji w Polityce prywatności).